Październik zbliżał się wielkimi krokami.
Rodzice nareszcie powoli zapomnieli o moim “wypadku w wielkim mieście”. I całe
szczęście bo pierwsze dni po wyjściu ze szpitala były nie do zniesienia.
Skakali wkoło mnie jakbym była niedorozwinięta. Nie lubiłam tego. Ale
najbardziej wkurzało mnie to, że próbowali mnie namówić do rezygnacji ze
studiów, że niby sobie nie poradzę sama w Warszawie. To był szczyt wszystkiego
po prostu. Gdy pierwszy raz mama mi to zaproponowała to myślałam że wpadnę w
hiperwentylacje albo dostanę zawału. Chociaż w sumie nie… nie to było
najgorsze. Poza tym, na siłę starali się zrobić ze mnie wariatkę! Zapisali mnie
do psychiatry, który usilnie wmawiał mi , ze Igor to wytwór mojej zbolałej
wyobraźni powstały w wyniku traumatycznych przeżyć. Gówno prawda i tyle. Kazał
mi łykać jakieś tabletki ale ja usilnie zakopywałam je w doniczce z fiołkiem.
Na szczęście udało mi się przekonać rodziców, że najlepszą i jedyną receptą na moją
zjechaną psychikę jest właśnie zatracenie się w nauce. Łyknęli to i dali mi
spokój. Nawet z tym psychiatrą( no i dobrze bo fiołek nie wytrzymałby ani
tabletki więcej).
Wydawałoby
się, że ta historia zakończyła się już i to całkiem szczęśliwie, ale ja nie
potrafiłam znaleźć w sobie spokoju. Co wieczór leżąc w łóżku długo nie mogłam
zasnąć starając się odtworzyć w pamięci tamto zdarzenie jak najdokładniej.
Niestety moje wspomnienia nie były zbyt
dokładne. W mojej głowie było mnóstwo luk. Wiele rzeczy nie pasowało mi do tej
układanki. Czemu nikt nie widział Igora? Gdzie on się podział? Przecież nie
rozpłynął się w powietrzu do cholery! Skąd ten chłopak, który mnie uratował
tyle o mnie wiedział? I w jaki sposób wyciągnął mnie spod samochodu? Przecież
widziałam jak czarne auto zbliżało się do mnie szybko…On musiał być! Nie
wymyśliłam go sobie! Przecież nie jestem wariatką! Chociaż... z drugiej
strony... czy wariaci zdają sobie sprawę ze swojego szaleństwa?
Dzisiaj
też zajmowałam się przypominaniem sobie szczegółów i wyobrażaniem sobie Igora…
Miałam nadzieję że coś z tej znajomości wyjdzie… przyznam, że udało mu się
zauroczyć mnie. Przyprawić o drżenie mięśni i motylki w brzuchu… a tu nagle
facet rozpływa się w powietrzu a cały świat twierdzi że nie istnieje. UGH!!! Tylko
mnie mogło spotkać coś takiego.
Nie byłam jeszcze senna , a myślenie o
wypadku zaczęło już mnie irytować, więc okryłam się szczelniej kocem, oparłam o
ścianę i wzięłam do ręki ulubioną książkę “Weronika postanawia umrzeć‘ Paolo
Coelho . Czytałam ją już miliony razy ale i tak mnie zachwycała. Odnalezienie
miłości po próbie samobójczej to coś o wiele lepszego niż przewidywalne i
lekkie romansidło. Miłość można znaleźć wszędzie, w każdej chwili życia, nawet
gdy myślimy że to życie się kończy. Miłość zawsze nas dopadnie. Choćby w
szpitalu psychiatrycznym. Miłość Weroniki była taka inna… niesamowita. Piękna.
A teraz była mi jeszcze bardziej bliska, w końcu prawie wylądowałam w
wariatkowie.
-puk puk- mama stała w drzwiach, oparta o
framugę i pukała w przestrzeń. Miała na sobie długą niebieska koszulę nocną i
biały szlafrok. Usiadłam na łóżku i uśmiechnęłam się.
-można?
-jasne- odparłam klepiąc łóżko w miejscu
w którym mogła usiąść.
- co czytasz?
- ymm. Weronika postanawia umrzeć…
Mama zrobiła tą jedna ze swoich min z
cyklu “ jakby tu zacząć’. Zmarszczyła brwi, zmrużyła oczy przygryzła dolna
wargę. Odgarnęła kosmyk krótkich włosów za ucho. Zauważyłam jak skubie troczek
od szlafroka
-Mamo?- spytałam ponaglająco ale w
odpowiedzi moja rodzicielka uniosła tylko brwi.
- przyszłaś tu poskubać szlafrok?-
spytałam drwiąco
-Sara. To nie jest dla mnie taki łatwe
Nie lubiłam tego tonu. Mama była
zdenerwowana i poważna a to mi się nie podobało.. Przez myśl przeszło mi wiele
powodów dla których mogłaby wszczynać poważną rozmowę. Ale jeszcze nie zaczął
się rok szkolny wiec rozmowy o ocenach nie brałam pod uwagę. Nie przeskrobałam
nic ostatnio wiec temat dobrego wychowania tez odpada. Zaczęłam intensywnie
myśleć starając się przypomnieć co może powodować taki stan rzeczy… hmm.. Co
się ostatnio stało…
- o nie! Tylko nie to!- zerwałam się na
równe nogi gdy tylko domyśliłam się co się może święcić- Ja nie chce żadnego
rozwodu, żadnej szarpaniny, żadnego mówienia czy wole mamusie czy tatusia. Nie
i już. - mama była zdumiona, siedziała z otwartą buzią, ale nie przerywała
mojego monologu, więc zachęcona kontynuowałam. - Mamo, pomyśl. Jesteście razem
tyle lat. Może nie powinniście tego od razu tak przekreślać. Może ..hmm.. No
nie wiem.. Terapia małżeńska?- spytałam z nadzieją choć przez to wszystko z
trudem nabierałam powietrze. Położyłam rękę na mokre od potu czoło, oparłam się
o ścianę i osunęłam na podłogę. Zamknęłam oczy i starałam się oddychać głęboko,
powoli wciągając powietrze przez nos. W pokoju było cicho, słychać było tylko
trzepotanie mojego oszalałego serca. Ale mama zamiast potraktować mnie poważnie
roześmiała się tylko.
-Wariatko mała. Ja i tata mamy się
dobrze. Ani mi się śni rozwodzić Żabko. Kocham twojego tatusia, spokojnie. Nie
o tym chciałam rozmawiać.
Mama znów zmarszczyła brwi. Ja już się
wolałam nie odzywać. Nie chciałam popełnić kolejnej gafy. Siedziałam więc
grzecznie i czekałam na ciąg dalszy
-Saruś… Od tamtego wydarzenia minęło już
trochę czasu… może powinnaś już o tym zapomnieć… zacząć umawiać się z chłopakami..
No.. Wiesz, chodzić na randki… Nie można żyć ciągle przeszłością skarbie.
Musisz wreszcie komuś zaufać. Wiem że jesteś blisko z Filipem. To naprawdę miły
chłopak, może powinnaś spojrzeć na niego nie tylko jak na przyjaciela?- mama
ostrożnie dobierała słowa starając się by mnie niczym nie urazić ale i tak
rozzłościła mnie. Ach ta jej słabość do Fila.
-mamo! - wrzasnęłam i znów wstałam.- nie
chce żadnych randek. Nie chce żadnych chłopaków. Nie chce nic. To nie dla mnie.
Ale jak spotkam tego księcia na białym koniu to na pewno dam Ci znać.
Wyszłam na balkon. Nocne, chłodne
powietrze rozwiało mi włosy i otrzeźwiło mnie trochę. Słyszałam jak mama
wychodzi z pokoju szepcząc
-śpij dobrze kochanie.
Spojrzałam w niebo i dostrzegłam
spadającą gwiazdę. Uśmiechnęłam się i przymknęłam powieki. Wiatr zawiał
mocniej.
Zadrżałam, ale nie z zimna…
miałam wrażenie że w jego szumie
usłyszałam głos…
Znajomy głos
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz