Od paru dni gdy siedziałam sama w
czterech ścianach, coraz bardziej upewniałam się w przekonaniu, że nie pasuję
do tego świata... Ciągle czułam się jakbym odbierała na innych falach niż
reszta społeczeństwa. Czasem zdawało mi się że trafiłam do innej
rzeczywistości. Że jestem kosmitką zagubioną w czasoprzestrzeni... Wydawało mi
się, że całe moje nieszczęsne życie to tylko sen, z którego kiedyś się obudzę .
Miałam wrażenie , ze już niedługo wyrwę się z tej emocjonalnej pustki i
wszystko się odmieni raz na zawsze. Z całych sił marzyłam o niezwykłości... Ale nasz świat jest taki... przewidywalny.Na każdym kroku stawia nam przeszkody do osiągnięcia niezwykłości. W tym pseudonaukowym świecie wszystko jest już opisane, odkryte i udowodnione naukowo. Medycyna, fizyka, biologia- te i inne nauki wyjaśniają wszystkie niecodzienne sytuacje w naszym życiu, dając nam jasno do zrozumienia, ze nie ma w nim miejsca na magię. Ale ja wierzyłam. Wierzyłam, że zmienię życia bieg... Nie wiem tylko w
jaki sposób... Może spotkam księcia z bajki, który przybędzie do mnie na białym
rumaku i wyzna że całe życie czekał właśnie na mnie? Może wdam się w romans ze
złym, zepsutym chłopakiem, który pali, pije i ćpa, ale pod wpływem mojej miłości
odmieni swoje życie? Może wynajdę szczepionkę na HIV i uratuję życie milionom
ludzi? Może zostanę sławną aktorką, a fani będą się bili aby dostać mój
autograf? Może to a może tamto… Póki co mam 19 lat ,właśnie skończyłam liceum i
nie mogę znaleźć sobie miejsca na tym świecie. Myślałam też chwilę o Bogu. W
prawdzie nigdy nie byłam bardzo wierząca ale na szyi dyndał medalik jeszcze ze
chrztu. Ciekawiło mnie to czy On mnie słyszy… Czy wie czego pragnę i czego się
boje. Czy faktycznie robi niezadowoloną minę gdy grzeszę czy nie zwraca na to
uwagi. CZy ma dla mnie tajemniczy Boski plan... I czy to za Jego sprawką ciągle
pada.? Rozważałam tak te wszystkie egzystencjonalne myśli i nawet nie
zauważyłam gdy moje zaczęłam rozmyślać o miłości. Byłam niewątpliwie niepoprawną
romantyczką- księżniczką czekającą na księcia z bajki. Zawsze gdy myślę o
miłości przypominam sobie słowa z Biblii ‘ miłość cierpliwa jest, łaskawa jest,
miłość nie zazdrości nie unosi się pychą, nie pamięta złego, wszystkiemu
wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję. Miłość nigdy nie umiera’. Myślę wtedy
czy to jest prawda. Czy to jest w ogóle możliwe żeby istniała tak czysta,
prawdziwa i szczera miłość bez cienia jakichkolwiek negatywnych uczuć.
Nie
wiem ile tak siedziałam i filozofowałam ale na ziemie sprowadziła mnie komórka
wydająca z siebie radosne dźwięki , które doprowadzały mnie do szału.
Zeskoczyłam z parapetu i chciałam
chwycić telefon ale wyślizgnął mi się z rąk i spadł na czekoladowy dywan.
-Cholera-zaklęłam pod nosem widząc jak
odpada tylna klapka i bateria. Przykucnęłam i starałam się doprowadzić komórkę
do poprzedniego stanu modląc się w myślach aby sie nie zepsuła. Jednak jak
zawsze sprzęt elektroniczny totalnie się mnie nie słuchał i dopiero po dłuższej
chwili udało mi się włączyć telefon. Sprawdziłam kto się tak do mnie dobijał.
Odpowiedź była prosta i raczej nie zaskakująca-Filip- jedyna znana mi osoba
która niczego ode mnie nie chce i nie wymaga a jednocześnie lubi moje
towarzystwo. Zrobiło mi się przyjemnie ciepło na sercu. Dzwonił, ale wysłał też wiadomość "będę o
18 jak się umawialiśmy, ok? Dzwoniłem bo chciałem spytać czy masz ochote na
pizze i film na dvd? Wybiorę jakiś fajny- niespodziankę będziesz miała. Baja
bongo". Uśmiechnęłam się do ekranika i odłożyłam telefon. Była 16.45 więc
musiałam zacząć doprowadzać się do stanu w którym mogliby oglądać mnie ludzie,
a przynajmniej Fil. Otworzyłam szafę i pochwyciłam dżinsy i pierwszą z brzegu
koszulkę o niezidentyfikowanym szaroburym kolorze. Już miałam pójść do łazienki
ale wzięłam jeszcze mp3 żeby rozluźnić się przy ulubionej muzyce. Wetknęłam korek do wanny, odkręciłam gorącą
wodę i podeszłam do lusterka. Spojrzałam na siebie w lustrze. Włosy koloru
jasny brąz zazwyczaj proste sterczały na wszystkie strony świata i bynajmniej
nie był to artystyczny nieład tylko zwykły bałagan, nawet grzywka odstawała
jakoś nienaturalnie... Westchnęłam i wywróciłam oczami.. Woda już powoli
napełniała wannę więc zrzuciłam ubrania, wetknęłam sobie słuchawki do uszu, włączyłam
ulubioną muzyke i z rozkoszą zanurzyłam się w gorącej pachnącej pianie.
Przymknęłam oczy i powoli zaczęłam się relaksować... czułam jak po kolei każdy
mięsień mojego ciała się rozluźniał i uwalniał od męczącego go napięcia..
.ciepło, zapachy i cicha muzyka ukołysały też moje myśli... leżałam tak
wniebowzięta przez kilkanaście minut aż woda zaczęła robić się chłodna.
Postanowiłam wiec wychodzić i wtedy ....PLUM...
-A niech to- krzyknęłam spanikowana
przebierając nerwowo rękami w wodzie i starając się wyłowić moją mp3 z
wszechobecnej piany... Odnalazłam oczywiście dopiero po kilku minutach i szybko
się zorientowałam że ekranik nie działa...
-No to cały relaks szlag trafił-
wymamrotałam zrezygnowana pod nosem i wygramoliłam się z wanny. Ponownie
spojrzałam w lusterko. Oczywiście zapomniałam umyć włosy, które nadal
przypominały siano a w moich piwnych oczach aż się kłębiło od irytacji...
Nachyliłam się nad wanną, umyłam pośpiesznie włosy, a potem jeszcze
wyszorowałam zęby i wysuszyłam czuprynę starając się zwracać uwagę żeby
wyglądało to przyzwoicie. Wciągnęłam jeszcze w pośpiechu przygotowane ciuchy i
ruszyłam do pokoju.
Gdy
tylko weszłam z moich ust wyrwał się cichy jęk rozpaczy... Zerwałam firankę…
zapewne podczas "pogoni do telefonu"...Wdrapałam się na parapet i
stając na palcach stękałam starając się zawiesić co gdzie trzeba gdy usłyszałam
radosne;
-baja bongo!
-hej-odpowiedziałam odruchowo, choć
przestraszyłam się i podskakując na parapecie i uderzyłam głową w karnisz
-i auć- dodałam masując bolące miejsce
Fil roześmiał się radośnie. Jego śmiech
zawsze mnie odprężał więc też się zaśmiałam. ale tak naprawdę wcale nie było mi
do śmiechu. Stałam w końcu na palcach i starałam się powiesić tą nieszczęsną firankę
-ojojoj, jesteś czerwona jak burak
-bardzo śmieszne, na prawdę, ha ha ha-
odpowiedziałam sarkastycznie udajac śmiech.
-Chodź tu mała, to robota dla super
bohatera- zażartował Filip odsłaniając swoje jasne zęby w ciepłym uśmiechu i
wyciągając do mnie rękę, żebym mogła łatwiej zejść. Uśmiechnęłam się drwiąco i
jak tylko znalazłam się na podłodze odpowiedziałam uroczystym tonem
- Czyń swą powinność zacny rycerzu
- Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem,
pani- zachichotał Fil i zabrał się ochoczo do wieszania firanki, co- nie
powiem, szło mu znacznie sprawniej niż mi. Patrzyłam na przyjaciela
zaciekawiona, jego blond włosy prawie zlewały się z moimi jasnymi, morelowymi
ścianami a niesamowicie niebieskie oczy tryskały energią. Zwinnie zeskoczył z
parapetu wydając z siebie triumfalne 'tadaan' i cmoknął mnie przelotnie w
policzek po czym rozwalił się bezceremonialnie na moim łóżku. Rozejrzałam się
po pokoju i ze zdumieniem spostrzegłam że na stoliczku leży pizza, film na dvd
jest odpalony, tyle że zatrzymany a Filip trzyma pilota.
-Jak
Ty to...- wydukałam i spojrzałam zaskoczona na kumpla ale ten w odpowiedzi
wyszczerzył tylko zęby w przebiegłym uśmiechu więc pokręciłam z niedowierzaniem
głową i usadowiłam się na podłodze, opierając się plecami o łóżko. Odgarnęłam
kosmyk włosów za ucho i zaczęliśmy oglądać. Reszta wieczoru upłynęła miło. Film
okazał się przyjemny(coś o jakiejś nawiedzonej szkole-ale bardziej komedia niż
horror) a przy Filipie nigdy nie było nudno. Trochę się poprzekomarzaliśmy i
wygłupialiśmy, jak zwykle.
-Podaj mi ciastka- poprosił Filip.
-Masz- odpowiedziałam rzucając paczką na
oślep do tyłu.
-Ała! Oszalałaś?! Chcicłaś popełnić
zabójstwo? Mało nie straciłem nosa.
Nawet się nie obejrzałam tylko
roześmiałam się cicho mrucząc pod nosem ”dobrze ci tak”. Ale zanim zdążyłam
dokończyć to zdanie coś mnie napadło. Poczułam miękki materiał na twarzy. Po
dłuższej chwili zorientowałam się, że Filip podduszał mnie poduszką. Na zmianę
krzyczałam i śmiałam się wymahujac niezdarnie rękoma. Wreszcie wymacałam dłonią
drugą poduchę leżącą na kanapie i zamahnełam się z całych sił.
-Pudło!- roześmiał się chłopak
przytrzymując mnie jedna ręką a łaskocząc drugą.
Łubudu!
-Znowu pudło!- śmiał się radośnie.
Wstrzymałam powietrze i... CEL PAL! Filip padł na kanapę znokautowany a ja
jednym susem wskoczyłam na niego okładając go na oślep poduszką. Czułam ze
pozwala mi wygrać, ale nie przeszkadzało mi to. Ochoczo wzięłam się do
łaskotania. Tu był mały problem bo Fil był wyjątkowo oporny na łaskotki wiec
tylko uśmiechnął się szyderczo i syknął
-Sama chciałaś....
Przekoziołkowaliśmy kilka razy wokół
siebie aż to on znalazl się na górze torturując mnie seriami nieprzerywanych
łaskotek.
-Przestań błagam!- piszczałam chichocząc
bez przerwy.
-Poddajesz się?- zapytał przerywajac na
chwilę i uśmiechajac się szeroko i triumfalnie.
-Nigdy w życiu!!!- krzyknęłam i
wykorzystując jego chwilową nieuwagę uderzyłam go poduszką. Walka trwała jeszcze
jakiś czas i zakończyła się remisem. Gdy odprowadzałam go do drzwi bolał mnie
brzuch ze śmiechu, byłam pewna że jutro będę miała zakwasy. Uwielbiałam go. Był
dla mnie kimś bardzo bliskim. Najlepszym przyjacielem. Bliższym niż Alka.
Kochałam go. Jak brata. Albo bardziej. Jak męską wersję mnie samej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz