niecodzienna opowieść napisana w codzienny sposób - czyli jak mnie poniosła wyobraźnie gdy postanowiłam pisać pamiętnik:P Moje przemyślenia na tematy arcyważne oraz zupełnie banalne pomieszanie z 'fantastycznymi' wydarzeniami oraz pomieszane z nadnaturalnymi postaciami. Miał być normalny pamiętnik... wyszła opowieść jak w najbardziej pokręconym śnie:)
niedziela, 15 stycznia 2012
(7)„Przypadkowe spotkanie jest czymś najmniej przypadkowym w naszym życiu”
Kilka dni później zaczął się rok szkolny. A właściwie akademicki. Już kilka dni na studiach przeżyłam .I teraz, w drodze na dokładnie piąty dzień na uczelni jak zwykle towarzyszył mi Filip, który też studiował medycynę, tyle że był już na czwartym roku i Klara, jego siostra ,która była moją rówieśniczką i studiowała stomatologię, Klara była jednocześnie moją przyjaciółką i choć miała możliwość mieszkania z braćmi(Filipem i Darkiem- najstarszym z rodzeństwa, który pracował w firmie farmaceutycznej), wolała mieć mnie za współlokatorkę. Ciągle patrząc na Klarę zapierało mi dech w piersiach z zachwytu . Dziewczyna miała cudne blond loczki, okalające delikatnie porcelanową buzię, wspaniałe jasnoniebieskie oczy, mały nosek i filigranową figurę. Poruszała się lekkim, tanecznym krokiem.. A jej uśmiech… ach.. Jej nie sposób było nie lubić. Wyglądała jak mały, słodki, uroczy aniołek. Kochałam ja jak siostrę, choć przyznam, że często będąc w jej towarzystwie czułam się nieswojo… nie dość że była tak zniewalająco piękna to na dodatek niezwykle dobra.. Pamietam jak kiedyś wyznała mi że wreszcie zrozumiała co to znaczy prawdziwie kochać. Mówiąc to miała rumieńce na twarzy i myślałam że opowie mi jakąś pikantną historyjkę, a ona wtedy powiedziała , że zrozumiała, że najważniejszą miłością jest miłość do wroga, bo to ona jest najtrudniejsza. Że ludzie wybierają łatwiejsze miłości a o niej zapominają i spychają gdzieś na peryferie swojego serca... Nie rozumiałam jej wtedy... Czasem zastanawiałam się jak w tak małej osóbce mogło zmieścić się tak ogromne serducho… Pomagała każdemu kogo spotkała na drodze, dla każdego miała jakieś ciepłe słowo i serdeczny uśmiech. Nigdy nie widziałam żeby była zdenerwowana, żeby krzyczała czy marudziła. Zawsze była pogodna, rozważna i grzeczna. Będąc z nią miałam wrażenie, że jest święta, a to tym bardziej rzucało się w oczy bo ja nigdy nie należałam do świętych… Łatwo się denerwowałam, często krzyczałam i potrafiłam być niemiła… Zdarzało mi się przekląć lub pyskować. Bez wątpienia byłam całkowitym przeciwieństwem przyjaciółki…
Wysiedliśmy z autobusu. Minęliśmy przystanek autobusowy i komisariat policji i w mgnieniu oka byliśmy na terytorium szkoły. Pożegnałam się z przyjaciółmi i rozeszliśmy się do różnych budynków . Widziałam z dala machającą do mnie Mariolkę, którą poznałam na inauguracji roku szkolnego. Udało mi się nawet zapamiętać jej nazwisko- Rosiewicz. Z osób, które dotychczas poznałam na studiach była mi najbliższa. Wyglądała trochę jak dzieciak i czasem się tak zachowywała, ale to była mądra i sympatyczna dziewczyna. Szłam do niej ale zaczęła dzwonić moja komórka więc nerwowo przeszukiwałam torbę nie widząc gdzie idę. Jak zwykle w mojej torebce znalazłam wszystko, tylko nie to co było mi potrzebne. Natknęłam się na opakowanie plasterków, leki od bólu głowy, pilniczek, lusterko, małą kosmetyczkę, a nawet śrubokręt i szczoteczkę do zębów, ale nie na telefon. Zanim sobie przypomniałam, że komórkę włożyłam do bocznej kieszeni poczułam że zdarzyłam się z czymś twardym.
-Cholera- pomyślałam- jakim cudem skręciłam i przywaliłam w ścianę.?
-Uważaj jak łazisz-usłyszałam znajome warkniecie. Podniosłam zaskoczony wzrok do góry.
-To Ty- wyrwało mi się. Byłam oszołomiona. Jego sie nie spodziewałam...
-Chyba na głowę upadłaś dziewczyno. Pierwszy raz cie widzę ...i patrz gdzie leziesz. -powiedział ostro, ale jego oczy wyrażały zupełnie co innego. Jego niesamowicie czarne tęczówki były dziwnie ciepłe... niepokojąco znajome. Przez ułamek sekundy czułam się tak błogo i bezpiecznie. Zdałam sobie sprawę że tonę w jego oczach... jakby mnie hipnotyzował. Szybko jednak odwrócił wzrok, odepchnął mnie i poszedł... Zostałam sama na środku korytarza. Spojrzałam na zegarek. Piętnaście minut spóźnienia, kwadrans akademicki. Jakim cudem??? Czas chyba spłatała mi figla. to niemożliwe żebym gapiła mu się w oczy prawie dwadzieścia minut. Starałam się wejść do sali niezwykle cichutko, nie zwracając niczyjej uwagi ale w połowie drogi do ławki zmroził mnie głośny komentarz pani Trójkowskiej. Stanęłam jak wryta i nie miałam odwagi drgnąć
-No no, wielmożna panna Sara Godlewska. Jak zwykle w porę i w czas. Jak zwykle wejście w wielkim stylu. To dopiero piąty dzień zajęć a pani już zapada w pamięć . Wiecznie spóźniona, ciągle roztargniona i oczywiście, jakże bym mogła zapomnieć, znana i szanowana przez całą kadrę nauczycielską jako niezwykle inteligentna i wybitnie zdolna stypendystka premiera. Niech pani nie myśli, że to panią zwalnia z obowiązków studenta- zacisnęłam usta, najwyraźniej matematyczka nie miała zamiaru mi darować.. Podeszła do mnie i spojrzała w twarz
- moja droga panno to są studia. Na wykłady może sobie paniusia nie chodzić ale na moje zajęcia proszę przybywać. PUNKTUALNIE
-prze… przepraszam- wyjąkałam starając się wybadać czy właśnie tego oczekuje.. i chyba popełniłam błąd
-Przepraszam?! przepraszam... słyszycie? ona mnie przeprasza... Będziesz przepraszać rodziców i samego premiera jak przedmiotu nie zaliczysz. Rozpakuj sie i podejdź do tablicy. Zobaczymy co pamiętasz z liceum.
Zaczęło się- pomyślałam. Nienawidziłam matmy z całego serca. Z innych przedmiotów zawsze miałam piątki, ale matma szła mi wyjątkowo opornie. Biologia, chemia, nawet fizyka... ale matma to była czarna magia ...a przy tablicy zawsze miałam czarną dziurę w głowie.
Filip czekał na mnie w bufecie i uśmiechał się radośnie. Jego jasne włosy wydawały się dzisiaj niemal białe, albo wręcz przeźroczyste... Słońce przez nie prześwitywało jak przez kawałek przeźroczystej folii...
-Jak tam?
-daj spokój- mruknęłam grzebiąc widelcem w obiedzie, który mi zamówił.
-matma- od razu wiedział o co chodzi- przecież byłaś na czas...
-yyy... właściwie to.. spóźniłam sie pietnaście minut- nie wiedziałam czy powinnam mówić przez kogo... Wbiłam zawstydzony wzrok w kotleta leżącego na talerzu.
-co takiego- Filowi prawie oczy z orbit wyszły. Zamrugał kilkakrotnie i popatrzył na mnie zdumiony unosząc lekko brwi. Wyglądał bardzo, ale to bardzo atrakcyjnie . Zdawałam sobie sprawę z tego, że część dziewczyn tu siedzących spogląda na nas ukradkiem i szepcze coś z wielkim zaangażowaniem. Nie jedna chciałaby być teraz na moim miejscu. I wcale im się nie dziwie. Filip był totalnym ideałem. Wysoki, wysportowany, inteligenty i kulturalny blondyn o błękitnych oczach...
-Stałaś pod salą specjalnie, żeby się spóźnić, czy co?
Odparł śmiejąc się drwiąco, ale zauważyłam, ze tak naprawdę jest zaniepokojony. Był uroczy, martwił się o mnie.
-Tak jakby…
Nie byłam zainteresowana rozmową.. myślałam o jego oczach.. o jego spojrzeniu. To znaczy nie o Filipa tylko tamtego chłopaka....i o tym czemu powiedział że mnie nie zna... wiedziałam. czułam że mnie rozpoznał... czemu wiec tak zareagował? Zadrżałam. Dopiero w tym zdałam sobie sprawę dlaczego przy zderzeniu wzięłam go za ścianę... był twardy i... zimny... Nie. To głupie... Zacisnęłam mocno usta a potem oczy. Nie mogłam nawet patrzeć na jedzenie a co mówić je zjeść...
Filip pokręcił tylko głową i nic nie powiedział... też się zamyślił. Siedzieliśmy chwilę w milczeniu. Nie czułam się skrępowana. Przy Filipie mogłam milczeć do woli. Znał mnie i wiedziałam, że zawsze mnie zrozumie. Był niesamowity i za to go kochałam. I choć nie chciałam mu mówić co się stało, byłam szczęśliwa że jest, był i będzie… Niestety nadszedł czas kolejnych zajęć i zaczęliśmy się zbierać. Zrobiłam zbolałą minę... o nie... wf... westchnęłam ciężko i ruszyłam w kierunku budynku wychowania fizycznego.
-Sara, bardziej się nachyl i trzymaj kij obok siebie a nie przed sobą i na podłodze a nie w górze... to hokej a nie bejsbol.- instruował mnie Pan Ziębicki. Starałam się zastosować do jego zaleceń ale nagle ktoś wystrzelił piłkę w moim kierunku. Zamachnęłam się i... zobaczyłam gwiazdki... a nad sobą wdziałam ciemność.... Ciemność, ciemność? hmm... czarne oczy? skądś je znam...
Usłyszałam jeszcze tylko głośny wybuch śmiechu Amandy. Oj… Amanda Chabros była moim przekleństwem. Nienawidziła mnie od samego początku. Jak tylko pojawiam się na uczelni. Uwielbiała się ze mnie wyśmiewać, zawstydzać, robić wszystko co możliwe by tylko obrzydzić mi życie. Na przykład wlać mi płyn do naczyń do kubka z kawą czy dosypać soli do butelki wody. Niby niewinne żarciki... ale pocięcie stroju gimnastycznego czy wyrzucenie mojej torby do kontenera i przygladanie się jak grzebie w śmieciach w poszukiwaniu zguby nie należało do rzeczy miłych...Zupełnie nie rozumiałam o co jej chodzi. Nie byłam ani mądrzejsza…. to ona znała odpowiedzi na każde pytanie…. Nie byłam też ładniejsza… o nie… Amanda była prześliczna.. Jej długa kruczoczarna kaskada włosów opadała miękko na ramiona, duże czarne oczy otoczone wachlarzem ciemnych rzęs przykuwały spojrzenia, pełne usta, niczym wyrzeźbione w marmurze wydawały się być perfekcyjne… Jej skóra była idealnie gładka, nieskazitelna i mleczna. Figurę miała lepszą od niejednej modelki a poza tym poruszała się z gracją i delikatnością. Nikt nie mógł się jej równać… no, może tylko Klara... Ale ona to całkiem inna bajka... a ja na prawdę nie rozumiałam czemu Amanda mnie tak nienawidzi…
-Co jej się stało? Kiedy straciła przytomność? I w jakich okolicznościach
Poczułam ze coś zimnego leży mi na czole. Zamrugałam żeby lepiej widzieć, ale wszystko pokrywały czarno złote kropki.
-Graliśmy w hokeja... Sara chciała przejąć piłkę... ale... zamachnęła się za bardzo i upadła na głowę... a kij wystrzelił w powietrze... i... i też upadł jej na głowę.
Choć głosy dochodziły do mnie z niejakim opóźnieniem rozpoznałam że ten zawstydzony głos należał do Mariolki. A do kogo należał drugi? jedwabisty i lekko zachrypnięty glos?... nie mogłam sobie przypomnieć…
-Nazywasz się?...- znów delikatne jedwabiste mrukniecie
-Mariola Rosiewicz.
-Dobrze, wracaj na zajęcia . Ona i ta juz dziś nie zasili waszej drużyny
-może i lepiej-Tez mi coś. Mariolka sobie ze mnie żartuje, przecież wie ze jestem istnym antytalentem sportowym
Usłyszałam zamykanie drzwi i jakieś inne odgłosy których nie rozpoznawałam. Chciałam usiąść ale mi nie wyszło.
-Spokojnie. nie tak szybko. Leż i oddychaj przez usta- poinstruował mnie Głos. Cudowny, boski, Glos.
-ja.. chce pic- co ja w ogóle gadam? nie chce pic. Chcę wiedzieć kim jest Głos.
-proszę- wzięłam szklankę i podnosząc się lekko na łokciach wypiłam łapczywie aż do dna. zrobiło mi się trochę lepiej. Znów zamrugałam i dźwignęłam się żeby usiąść. I wtedy myślałam, że znowu upadłam i mam zwidy. Tym Głosem był On. Chłopak, który mnie wyciągnął spod kół. Ten z którym zderzyłam się dziś rano. Znów zawirowało mi w głowie więc gwałtownie zamrugałam powiekami. Było mi duszno... Musiałam siedzieć z rozdziawionymi ustami bo zaśmiał się
-Czekasz aż ci wleje koleją szklankę do gardła? czy po prostu grawitacja działa na Twoją szczękę ze wzmożona siła?
Zamknęłam usta i spuściłam wzrok zawstydzona. Poczułam jak robie się czerwona. albo nawet purpurowa. Policzki mnie po prostu paliły.
-nie wiedziałam że.... -nie dał mi szansy dokończyć
-zastępuje tylko doktora Szarzyńskiego. A Ty jak zwykle znalazłaś się w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiedniej porze.
Przekrzywiłam głowe, nic z tego nie rozumiałam. przecież wf miałam w planach a to ze trafie do gabinetu lekarskiego w trakcie tych zajęć było bardziej niż pewne. zawsze tu lądowałam. Choć minęło dopiero kilka dni to doktor Szarzyński dobrze o tym wiedział. Zresztą znał mnie doskonale bo był ojcem Filipa. Chciałam go jeszcze o cos spytać ale wpadł taksówkarz. Był niewysoki i grubawy. Jego idealnie okrągła głowa świeciła łysiną, ale wąsy miał tak długie i gęste że zakrywały mu usta.
-miałem kogoś stąd gdzieś odwieźć
-Tak, tą młodą damę- Chłopak wskazał na mnie i wręczył mu plik pieniędzy
-pan do mnie dzwonił tak? Pan Rafał Frydel?
-tak proszę pana
Odjeżdżając miałam uśmiech na ustach. Choć głowa bolała mnie niemiłosiernie od uderzenia i od nadmiaru nowych, ciekawych myśli. Westchnęłam ciężko i przymknęłam oczy… trwałam w tak rozkosznych rozmyślaniach całą drogę do mieszkania…
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Znaczy się, że Lesbifriends???
OdpowiedzUsuńhttp://loczer.blogspot.com/
http://zbiorbzdurcsm.blogspot.com/
Weszłam i BUM! Niesowite opowiadanie:) Coś pięknego. Obiecuję śledzić każdy wpis.
OdpowiedzUsuńCzy zerknęłabyś na mojego bloga. Dopiero zaczynam. Został dodany prolog:) Poszukuję czytelników, więc wejdź, gdy będzie wolna chwila, przeczytaj i zostaw szczery komentarz:) Z góry dziękuję:)
www.opposite-of-darkness.bloog.pl