piątek, 13 stycznia 2012

(2)dziwne...

Nigdy nie byłam w sytuacji bez wyjścia... Nigdy też nie musiałam wybierać między dobrem a złem... Dopóki go nie poznałam...
 Było chłodno i wilgotno. Stałam samotnie na ciemnej, ciasnej i śmierdzącej uliczce w Szulcach. Mrużyłam oczy starając się przeniknąć ciemność otaczającą mnie z każdej strony. To była najmroczniejsza noc jaką pamiętam. Jakiej nie sposób opisać. Na ulicy na której stałam nie było ani jednej latarni. Podniosłam oczy by spojrzeć na spowite burymi chmurami niebo. Przez ich gęstą, lepką zasłonę nie przedzierał się nawet najmniejszy promień księżyca. Gwiazdy ukryły się w ciemnym fartuchu nocy...  Mrok otulał mnie swoim chłodnym, czarnym płaszczem. Nie było nic, tylko ciemność. Wszędzie. Na ulicy, w mojej głowie, w mym sercu i w mojej duszy. Gwałtowny powiew mroźnego wiatru potargał mi włosy. Zniecierpliwiona odgarnęłam niesforny kosmyk za ucho.
Usłyszałam kroki. W ciemności moje zmysły były wyostrzone. Nie mogłam się do tego przyzwyczaić... Wstrzymałam powietrze.  Nie myślałam o tym co się stanie. Co musi się stać. Bałam się. Każda komórka mojego ciała trzęsła się ze strachu. Przez żołądek przechodziły bolesne skurcze. Przygryzłam z całej siły dolną wargę. Poczułam w ustach słony, lekko metaliczny smak krwi. Nigdy nie zastanawiałam się nad potęgą miłości. Ale teraz w głowie kołatały mi się miliony niespokojnych myśli. Dokąd gna mnie to szaleństwo? Czy to się wreszcie skończy?
Powolnym krokiem zbliżała się do mnie ofiara. Wzięłam głęboki wdech przez nos pozwalając by rześkie, nocne powietrze wypełniło mi płuca. Niestety łomoczącego serca nie potrafiłam opanować. Zacisnęłam mocniej spoconą dłoń na rękojeści noża i ponownie wstrzymałam powietrze.

Byłam gotowa

by za kilka chwil

z zimną krwią

zabić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz